A Tobie się podoba? Podziel się z innymi:
Share on Facebook0Tweet about this on Twitter

Wpisując do Googla frazę ,,przydymione kieliszki” pojawia się 100 procent trafienia szukanego obiektu. Nie często zdarza się, że po wpisaniu, tak niewielu słów w wyszukiwarce pojawia się ten sam obiekt, który akurat trzymamy w ręku.
Tak było np. z moimi ,,zielonymi kieliszkami’’. Poszukiwałam jakiegokolwiek tropu. Po kolorze, po kształcie nóżki, zgadując możliwą ich wytwórnię.

Szukanie na wszelkie sposoby nie dawało większych sukcesów, do czasu … – ale to w przyszłym, osobnym poście.
Przydymione kieliszki, a w zasadzie spora część kompletu, to mój nowy nabytek. Chciałam się dowiedzieć podstawowych informacji o nich: skąd pochodzą, jak są datowane i czym jest owa lustrzana poświata. Podstawowy dowód, że są one ,,vintage” dawało mi znalezienie kilku ich odpowiedników w witrynce babci.

Mój komplet składa się z dwóch rodzajów kieliszków do wina, których zastosowanie do rodzaju wina jest dla mnie nie do ogarnięcia. Nie kupiłam ich by używać, ale jak możecie się już domyślić kupiłam, bo mi się podobały. Przez to ich miejscem jest gablotka, a nie od święta używany barek.

No w każdym razie do kompletu przynależą również wysokie szklanki i kieliszki do koniaku. Pochodzą one z Krośnieńskiej Huty Szkła, a datowane na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku. Swój połysk i efekt przydymienia zawdzięczają stosowanym tlenkom platyny. Technika cieniowania ich powierzchni wzdłuż wysokości szklanki/kieliszka sprawia, że nalewane napoje prezentują się niezwykle efektownie.

Internet dodatkowo miło mnie zaskoczył, ujawniając że za owymi kieliszkami ciągnie się wręcz kryminalna historia. Usiądźcie więc wygodnie, bo oto przed wami afera platynowych kieliszków. Lata 80-te XX wieku, do magazynu Huty Szkła w Krośnie włamują się złodzieje i kradną ,,bardzo drogie i jeszcze bardziej pożądane platynowe komplety”. Niby niepozorne komplety kieliszków i szklanek, ówcześnie jednak kosztujące dobrą pensję. Stanowiły one idealne rozwiązania na prezenty, szczególnie te nieoficjalne, dzięki którym ,, pewne sprawy” dało się łatwiej załatwić . Ich cena i ograniczony dostęp, sprawiały że komplet szkieł stanowił łakomy kąsek. Pomysł trójki złodziei , był mało innowacyjny ukraść, a następnie drogo sprzedać. Po udanym pierwszym napadzie, powtórzyli go jeszcze 4 razy, zagarniając z magazynu w sumie 32 komplety. Wartość skradzionej „platyny” porównywana była z ceną, jaką w 1989 roku trzeba zapłacić za dwu, trzyletniego fiata 126p. Oczywiście po kradzieży, wzywano policję, o przepraszam milicję. Przeprowadzała ona staranne śledztwo, zabezpieczała poszlaki, rodem z ,,Kryminalnych Zagadek”. Ustalili, że za każdym razem złodzieje dostawali się do magazynu przez świetlik w dachu. Kto wie, czy droga wybrana przez rabusiów, nie stanowiła pierwowzoru dla słynnej sceny z Mission: Impossible. Koniec końców, milicja stwierdzała brak sprawców i umarzała sprawę.

No przyznaję, nie była to opowieść mrożąca krew w żyłach. Powstała ona na podstawie artykułu „Szklanego Zagłębia”, czasopisma KSH i wystawy

Ludzie, miejsca i zdarzenia z historii KHS

w Centrum Dziedzictwa Szkła.

Kieliszki były niezmiernie łakomym kąskiem dla wspomnianych rabusiów. Były i nadal są łakomym kąskiem dla Nas.
Zachęcam Was do ich zakupu i postawienia go koniecznie na widoku. Cały komplet wygląda i prezentuje się PRZE – PIĘ – KNIE.

Zdjęcia:

A Tobie się podoba? Podziel się z innymi:
Share on Facebook0Tweet about this on Twitter